-> Inne takie tam

<- Go back

W zasadzie to nic tu nie ma. Same bzdury, ale oczywiście możesz zerknąć ;-]
- Zdjęcia
- Święta
- MUD
- GIF or PNG? ;->
- Linux + gry





> Zdjęcia
Mój album - obrazki z krótkich wyjazdów, długich wycieczek, dalekich podróży oraz imprez rodzinnych, krajobrazy, wnętrza, ludzie, zwierzęta... Czyli co się dzieje, kiedy znudzone dziecko dostanie do ręki aparat.

do góry

> Święta...
Świąteczny tekst, na który kiedyś trafiłem w sieci (autora niestety nie podam, bo nie znam). Poza pierwszym zdaniem (żeby nie robić od początku złego wrażenia) cenzurować nie będę.

Najpierw trzeba, *****, kupić prezenty.

Oznacza to, że będę latał po sklepach, przepychał się przez spoconych ludzi z obłędem w oczach, żeby wydać mnóstwo kasy na jakieś pierdoły.

Co gorsza, wszystko już kiedyś komuś kupiłem. Wujek Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a przecież nie kupię mu w tym roku książki, bo ten facet nigdy nie przeczytał nic ponad tekst na etykiecie półlitrówki. Ciocia Jadzia rok temu ukontentowała się kremem nawilżającym, co go kupiłem z przeceny, bo za tydzień kończył się termin ważności. W tym roku jedynym kosmetykiem dla tej lampucery byłby krem przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze, takich zmarszczek żaden krem nie wygładzi, a po drugie, przecież nie wydam na kosmetyki całej kasy na Boże Narodzenie.

I tak ze wszystkimi.

Dziecko mordę drze o jakiś nowy program komputerowy, choć i tak wiadomo, że przestanie się nim zajmować po 48 godzinach, bo każda gra jest dla niego za trudna, półmózga. Żona będzie miała jak zwykle pretensje, że Kowalska z jej biura dostanie coś ładniejszego. W rezultacie kupię byle co - jak co roku.

Potem śledzik w pracy z ludźmi, których mordy są mi nienawistne, i patrzenie na męki szefa, który życzy nam "dużo pieniędzy", choć wszyscy wiedzą, że dopiero wtedy byłby szczęśliwy, gdybym pracował za miskę zupy z brukwi przykuty łańcuchem do komputera. Krwiopijca.

Potem wszyscy się nawalą jak szpaki, a pan Henio obślini biust pani Bożeny z księgowości, zamkną się oboje w archiwum, bo oni zawsze walą się jak króliki, kiedy są naprani. Następnego dnia kac, w dodatku żona będzie robić wymówki. Jeszcze tylko trzeba jebnąć w baniak karpia, bo małżonka - uważacie - wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć, choć mnie męczy od 15 lat bez zmrużenia oka, garbata owca.

Przynieść i przystroić choinkę. Z dzieckiem, "żeby miało ciepłe wspomnienia z dzieciństwa", a ono w dupie ma choinkę, mnie, Boże Narodzenie i wszystko. Jak taki glon emocjonalny może mieć jakiekolwiek wspomnienia?

No i kolacyjka wigilijna.

Rodzinna, mać ich w tę i z powrotem. Jedna wielka męka. Co za kutas wymyślił ten łzawy termin "rodzinna wieczerza"? Przyjdą wszyscy ci, od których na co dzień trzymam się z daleka z dobrym skutkiem. Usiądziemy za stołem... A nie, pardon, najpierw prezenty! Trzeba będzie się kłamliwie ucieszyć, choć z góry wiem, że ten krawat kupiony na bazarze od Wietnamczyków dopełniłby liczną kolekcję podobnych gówien, gdybym oczywiście zawalił szafę takim badziewiem, a nie zaraz następnego dnia wyrzucił wszystko do śmietnika. Dostanę też najtańszy koniak i jakieś kosmetyki. Jakie - będę wiedział ostatniego dnia przed Wigilią, kiedy w pobliskim supermarkecie zaczną wyprzedawać to, czego nie udało się upchnąć ludziom. Po prezentach się zacznie. Te same kretyńskie dowcipy wuja Bronka, zwłaszcza, kurna, ten o gąsce Balbince. Wszyscy będą dokarmiać mojego psa po to, żeby narzygał w nocy na pościel. Ciotka załzawi się po dwóch godzinach żucia żarcia z wytrwałością tapira i zacznie płakać, "jak to dobrze, że trzymamy się razem". Gówno prawda, akurat, co wykażą następne dwie godziny, kiedy to nawaliwszy się już, zacznie wyzywać swojego ślubnego od złamanych chujów. To oczywiście prawda, ale dlaczego popierać to rzucaniem w niego salaterką po śledziach? Mniejsza o jego mordę, ale ciotka nigdy nie trafia. Plama na wersalce cuchnie jeszcze przez dwa tygodnie po Wigilii. Jedyna nadzieja, że akurat w tym roku 6 - letnia latorośl kuzynostwa z Łodzi nie nawali w gacie w połowie kolacji i nie zakomunikuje o tym radośnie jeszcze przed deserem. Bo to, że coś wywali sobie na łeb ze stołu, to pewne jak w banku. Jeszcze tylko muszę przeżyć debilne gadki o polityce, przy których wszyscy oczywiście skoczą sobie do gardeł i na siebie się poobrażają. Na koniec ciotula Jadzia puści maleńkiego pawika na ścianę koło swojego fotela i można będzie odtrąbić koniec męczarni.

A nie, byłbym zapomniał. Kolejną rozrywką będzie wyprawa na pasterkę, bo to religijna rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy nie wyjaśni, po nagłą cholerę tłuc się po nocy, żeby stać na mrozie w bezruchu przez godzinę czy więcej. Ciekawe, czy moja małżonka znowu wywinie orła na ryj na schodkach kościółka - jak to robi od kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy? W kościele, jeśli tam się dopcham, będzie cuchnąć jak w gorzelni, bo wierni tylko dlatego stoją na własnych nogach, bo za duży tłok, żeby upaść. Czasem tylko ktoś beknie albo puści głośno bąka, ale i tak nikt na to nie zwróci uwagi, bo wszyscy drzemią na stojąco.

Wracając trzeba tylko będzie uważać na chłopców z osiedla, bo w Wigilię katolicka młodzież szczególnie lubi wpierdolić bliźniemu. Rok temu zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauważył, bo był zalany w płaskorzeźbę. Wreszcie wychodzą z chałupy, wory jedne. Moment zamykania drzwi za ostatnim z tych troglodytów jest najszczęśliwszą chwilą w moim świątecznym życiu. Kilka dni odpoczynku.

Ale mijają jak z bata strzelił, bo wielkimi krokami zbliża się kolejny kretyński wynalazek - sylwester. Ludzie! Kto to wymyślił?! Już od listopada ślubna wydala z siebie idiotyczne pomysły, żeby pójść na "jakiś bal". Jakbyśmy srali pieniędzmi... Albo żeby gdzieś wyjechać, gdzie gorąco. A niech se włączy farelkę pod fikusem, będzie miała tropiki w chałupie. I tak przecież skończy się na balandze u Witka. Jasne, trzeba ładnie się ubrać, bo wszystkim się wydaje, że to jakiś uroczysty dzień. Czyli żona najpierw puści w trąbę pół budżetu domowego na jakąś kieckę, w której wygląda jak zwykle, czyli jak w worku po nawozach sztucznych. Ale cena taka, że za to można by żywić jeden powiat w Somalii przez kwartał. Ja się wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja wymyśliła, że mężczyzna wygląda dobrze, gdy wdzieje na siebie marynarę, co pije pod pachami. Pod szyją zawiążę sobie kolorowy postronek. I tak mam przewagę, bo prysnę na dziób jakąś wodę kolońską i jazda, a małżonka kładzie sobie tapety tyle, że palec w to wchodzi do pierwszego stawu, a daje rezultat mumii Tutenchamona zaraz przed konserwacją. I zajmuje ze trzy godziny. Łazienka, oczywiście, zajęta i wszyscy pozostali domownicy mogą szczać do zlewu, jak mają potrzebę, albo niech zdychają na uremię. U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia się coś nowego, na czym można by oko zawiesić. Jak zwykle nic z tego nie wyjdzie, bo chociaż Wiktuś ma dużą chałupę, to ryzyko za duże. Zresztą każda kobitka jeszcze przed północą doprowadza się do stanu, w którym wygląda jak kupa. W tym dniu trzeba być radosnym jak młody pies, szczerzyć zęby w uśmiechu i ruszać w tany, nawet jeśli ni pyty nie mam o tym pojęcia. Zresztą nikt nie ma, za to wszyscy miotają się w konwulsjach i po krótkim czasie cuchną, jak gdyby nie myli się z tydzień. Baby w szczególności. Z facetami jest prostsza sprawa, bo już koło jedenastej są pijani w sztok i bełkoczą albo chcą ruchać wszystko, na co trafią w drodze do baru. O północy trzeba obcałować wszystkie te oślinione i śmierdzące wódą mordy, obłudnie życząc wszystkiego najlepszego, choć jedyne, o czym wtedy myślę, to żeby ich szlag trafił czym prędzej. Potem sylwestrowa noc, banalna do bólu - rozmazane makijaże kobitek (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy właścicielka walnie mordą w sałatkę), śpiący pokotem faceci, jacyś zarzygani klienci w kiblu. Norma. Ja, oczywiście, nawalę się już przed północą, żeby uniknąć konieczności potańcówek i dialogów z własną żoną, bo co jej można nowego powiedzieć po 15 latach małżeństwa? Trzeba tylko doczekać do rana, kiedy ruszą pierwsze autobusy, bo zamówienie taksówki graniczy z cudem. Pijany i śmierdzący autobus dowiezie nas jakoś do domu. Można spać.

Przeżyłem.

do góry

> MUD

MUDy są złe.
-Pheagator

Tak, MUDy to niewątpliwie największe zło czające się na zdrowych jeszcze ludzi. Choć, jeśli potrafisz się kontrolować, to mud da Ci mnóstwo zabawy i mile spędzonych na grze chwil.

---Co to?
MUD (z ang. Multi User Dungeon) to taka gra internetowa dla wieluuuuu graczy. Co w takim razie wyróżnia ją spośród wielu innych multiplayerówek? Otóż MUD to gra tekstowa. Nie uświadczysz tu trójwymiarowej grafiki, cudownych tekstur i innych pierdołów. W najlepszym wypadku obejrzysz kilka ASCII-artów. Więc co sprawia, że MUDy są lepsze od innych gier? Grywalność, elastyczność, rozwój świata gry, ogromne możliwości. Co więcej, kiedy już zaczniesz grać, to raczej nigdy nie przestaniesz, prędzej czy później znów zawitasz do wirtualnego świata. Jak Ci się wydaje, dlaczego istniejące od wielu lat MUDy wciąż cieszą się ogromną popularnością na całym świecie? Ha! Sprawdź ;)
Kolejnym atutem tego typu gier są niskie wymagania sprzętowe. Wystarczy czarnobiały monitor, karta graficzna z epoki brązu, wygodna klawiatura i połączenie z siecią. Do zabawy wystarczy zwykły, przeważnie 'wbudowany' w system klient telnetu, choć jest też od groma i trochę programów przeznaczonych do mudowania. Umożliwiają one pełniejsze wykorzystanie dostępnych bajerów, jak np. przeróżne kolory, migające litery i tego typu zbędne bzdury, ale mają też pożyteczne funkcje - triggery, makra, aliasy, mappery, niektóre są nawet w pełni programowalne. Jedne z lepszych klientów to zMUD, gMUD (dla Windows) i najpotężniejszy - TinyFugue (*nix).
MUDy mogą być najróżniejsze, od fantasy przez sf po te_takie_prawie_prawdziwe. Zabawa polega na kierowaniu stworzoną przez siebie postacią, zdobywaniu doświadczenia, wykonywaniu zadań... Ale nikt nikogo do niczego nie zmusza. Właściwie można robić to, na co ma się ochotę. To takie niby RPG. :)
MUDy dzielą się na kilka typów. Bardzo fajny artykuł na ten temat znajdziesz pod adresem
http://www.inkluz.pl/archiwum/inkluz66/data/rvi_2.htm

---Polskie mudy
Oto lista naszych rodzimych mudów - jedne starsze, inne młodsze, każdy z nich ma swoje wady i zalety.

To by było na tyle, przyjemnego MUDowania ;-)

do góry



> GIF czy PNG? ;->
Na wszelki wypadek wlepiam obydwa...

GIF or PNG
GIF or PNG

do góry



> Grać można nie tylko pod oknami ;-)
Spróbuję zacząć tak, by inteligentnie wyglądało...
Wbrew pozorom, pod Linuxa istnieje całkiem sporo mniej lub bardziej ciekawych gier. RPG, gry akcji, przygodówki, strzelanki, strategie. 3D, 2D, albo pod konsolę, jak ktoś lubi. Jest w czym wybierać, wystarczy poszukać. Cała masa gier jest całkowicie bezpłatna i wciąż rozwijana (niestety, niektóre przestały być aktualizowane) - kilka z nich poniżej. Przed rozpoczęciem grania warto jeszcze zainstalować sterowniki do karty graficznej (mogą się przydać ;-)). Drivery do kart nVIDIA można pobrać stąd, do ATI i innych - tym się nie interesowałem ;]

Oczywiście to nie wszystko, ale dalej nie chce mi się pisać ;-)
Poza grami bezpłatnymi można grać też w te komercyjne, wszystkim znane gry, np. Quake 3, Unreal Tournament, Neverwinter Nights i wiele, wiele innych. Jak? Tutaj jest wszystko na ten temat :)

Gdzie jeszcze szukać? Sporo gier działających pod Linuxem można znaleźć na SourceForge.net czy freshmeat.net. Warte uwagi są też games.linux.sk, grylinux.republika.pl oraz Google ;-]

do góry

Valid HTML 4.01!Valid CSS!